Trail de la Côte d’Opale czyli wyjazd BeKaPu do Krainy Dwóch Przylądków

Kraina to podobno kapryśna, do odkrywania w ciepłym swetrze i czapce na głowie. Częściej tu spotkać można wirujące na wietrze latawce oraz amatorów kitesurfingu niż letników w kostiumach kąpielowych. Słynne północne wiatry nas jednak nie wystraszyły i zapisałyśmy się na Trail de la Côte d’Opale, który w tym roku odbywał się po raz dziesiąty. Jest to bez wątpienia jedna z najciekawszych i najbardziej malowniczych masowych imprez organizowanych we Francji i nie bez powodu cieszy się ogromną popularnością. Trasy, liczące od 7 do 99 km, wiodące przez szerokie niczym autostrady piaszczyste plaże oraz wydmy i urwiste klify, są niesłychanie urozmaicone. Dodatkowo chodzić i biegać można o różnych porach dnia i nocy, organizowane są bowiem nocne biegi i marsze.  Ekipa BeKaPu brała udział zarówno w bieganiu (gdzie reprezentowała nas Monika na  21 km) , jak i w marszach sobotnich na 17 km i niedzielnych na 12 km.

Startowaliśmy z Wissant, malutkiej i spokojnej rybackiej osady, gdzie na wakacje przyjeżdżał kiedyś Charles de Gaulle. Ale tego dnia Wissant wcale nie wyglądało na zapomniany po sezonie morski kurort. Przeciwnie mieniło się tysiącem barw, tak kolorowe i wystrzałowe były stroje i ekwipunek uczestników trailu. Dopisała nie tylko frekwencja, ale i pogoda, bo jak na zamówienie towarzyszyło nam zarówno piękne słońce jak i wiatr.

W sobotę wystartowaliśmy w kierunku Cap Griz Nez czyli Przylądka szary nochal. Początkowe kilometry wymagały nie lada zręczności żeby nie zamoczyć butów w rozlicznych strumykach na plaży. Na szczęście było wyjątkowo ciepło i słonecznie, a wiatr wcale nie dokuczliwy, tak wiec marsz w mokrych butach nie sprawiał nam problemów. Po kilku kilometrach marszu po plaży skręciliśmy na piaszczyste wydmy, gdzie kontynuowaliśmy marsz mijając porozrzucane po wybrzeżu bunkry z okresu drugiej wojny światowej oraz obsypane pomarańczowymi jagodami krzaki rokitnika. Dalej trasa wiodła miedzy polami i łąkami, na których pasły się krowy, osady letniskowych domków w Framezelle, żeby w końcu zawinąć przy asfaltowej drodze tuz pod Przylądkiem szarego nochala z powrotem w kierunku Wissant. W tym miejscu, po 7 km marszu, robimy sobie przystanek, tutaj bowiem uczestników trailu zagrzewa do wysiłku lokalna orkiestra dęta oraz liczni przyjezdni i lokalni kibice, czekają na nas również toalety i woda do picia.

Po krótkim odpoczynku czekało nas ostre podejście na klif, z którego rozpościera się piękny widok nie tylko na Przylądek szarego nochala, ale również białe kredowe wybrzeże hrabstwa Kent po drugiej stronie kanału. W drodze powrotnej ponownie maszerujemy po plaży, ale meta mieści się już na obrzeżach wioski obok kartofliska, nad którym wiatr unosi tumany nieprzyjemnego kurzu. 17 km zaliczone!

W niedzielę natomiast maszerujemy w przeciwnym kierunku w stronę Przylądka biały nochal, który w odróżnieniu do Przylądka szary nochal jest o wiele wyżej położony. Trasa jest również tego dnia trochę inna i krótsza o dwa kilometry. Przy pierwszym zejściu z plaży trochę rozczarowane faktem, że musimy zejść z plaży i skręcić tuz przed ogromnym klifem wiodącym na przylądek i jednocześnie lekko zdezorientowane, zbaczamy z wytyczonej trasy i ciągniemy za długodystansowcami. Maszerujemy wiec dalej plażą w cieniu ogromnego klifu, żeby wspiąć się wkrótce na Białego nochala, gdzie znajduje się punkt kontrolny dla uczestników biegu 21 km. Zatrzymujemy się na chwilę pod pamiątkowym obeliskiem patrolu z Dover z czasów pierwszej wojny i obserwujemy cieśninę Dover. Jest to najwęższy przesmyk kanału La Manche i ponoć najbardziej uczęszczana na świecie wzdłuż i wszerz trasa morska. Choć większość podróżujących korzysta od kilkunastu lat z tunelu pod kanałem, nadal można zauważyć wychodzące z Calais śnieżno-białe promy.

W drodze powrotnej wędrujemy do Wissant wąską ścieżką na skraju urwiska, żeby wkrótce zejść na plażę w Wissant i spotkać się z resztą grupy i innymi znajomymi towarzyszącymi nam osobami. I w końcu upamiętnić to wydarzenie odpowiednim zdjęciem na tak zwanej ściance.

Po sportowych zmaganiach nadszedł czas na małe przyjemności.  Była zatem wizyta na targu rybnym w pobliskim Boulogne-sur-Mer, a potem wspólne gotowanie, spacer po malowniczym Wimereux czy wizyta w typowo bretońskiej naleśnikarni, a po imprezie zbieranie muli nad morzem w miejscowości Audresselles. A tyle jeszcze do zobaczenia w okolicy!  To był naprawdę udany weekend na miarę możliwości sportowych każdego. Gorąco zachęcamy wszystkich do wzięcia udziału za rok w następnej edycji tego wydarzenia.  A dla zachęty kilka zdjęć do obejrzenia.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.


autor: Dorota Garstka / Agnieszka Kaminska


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s